sobota, 19 października 2013

DEAD: ALIVE- XIX

Loguję się na bloggera zasadniczo tylko w weekendy, kiedy piszę i publikuję kolejny rozdział Deada i w ogóle organizuję bloga i wiecie, jakie uczucie jest najlepsze? Że Wy, czytelnicy, doskonale wiecie, że rozdziały są zazwyczaj w weekendy, a i tak odwiedzacie tego bloga z poczuciem, że nowości nie ma. Nawet nie macie pojęcia, jak Was kocham.

***

  Zasada numer jeden: nie ma rzeczy niemożliwych. Gdybyś się naprawdę uparł, to za jakąś godzinę siedziałbyś w samolocie na Malediwy. Inną sprawą byłyby konsekwencje napadu i kradzieży pieniędzy, ale prędzej czy później ta podróż na Malediwy by się odbyła. Brzmi z deka bezsensownie, ale to ma drugie dno. Poza tym, przecież życie jest zbyt krótkie, żeby ciągle się ograniczać. Tak powie większość ludzi.
  Więc dlaczego są te ograniczenia? Dlaczego ludzie postępują tak głupio wobec siebie i cały czas tworzą kolejne blokady? Dlaczego egoizm potrafi tak zniszczyć ludzi? Bo czy jest jakaś sprawiedliwość w tym, że ktoś sobie leci pięćdziesiąty raz samolotem i to do pracy, bo mieszka na drugim końcu świata, a ktoś ledwo uzbiera pieniądze na bilet? Głupie jest, że to wszystko zrobił człowiek. Mówimy, że to my jesteśmy z każdej strony ograniczani, ale to samo robimy w stosunku do innych, całkowicie nieświadomie. Ale nawet o tym nie myślimy, bo człowiek zazwyczaj sądzi, że jest bezkarny i że to wszyscy się na niego uwzięli. 
  Ktoś kiedyś powiedział, że Bóg przy tworzeniu pierwszej kobiety i pierwszego mężczyzny nie zdawał sobie sprawy, co właśnie robi. Nie wiedział, że jedna rasa ludzka potrafi tak psuć świat, który przecież kiedyś był całkowicie poukładany, nie było tego całego bałaganu. Być może ta osoba miała rację. Być może Bóg teraz łapie się za głowę i sam nie wie, co się dzieje na tej dziwnej, pełnej sprzeczności planecie. Być może jego przeciwnik, diabeł, zaciera ręce z uciechy na ten widok.
  Albo ani Bóg, ani diabeł nie istnieją. Może są to zwykłe motywacje do prowadzenia lepszego trybu życia, do bycia dobrym człowiekiem. 
  Ale jednak te kwestie, chociaż interesujące, mające wielu nachalnych, wścibskich fanów na karku, nie mają logicznego wyjaśnienia. 
  Człowiek rozumny. Czy nazwa istoty, którą jesteśmy, jest do końca prawdziwa? Przecież gdyby człowiek był rozumny, mądry, to by nie popełniał głupstw, nie czyniłby złych rzeczy. Ale jednak to robi. Kradnie. Zabija. Poniekąd dobrzy ludzie też kradną i zabijają, bo zmusiło ich do tego życie, inni źli ludzie.
  A taki żołnierz, który nosi broń w kieszeni? Którego dusza jest pobrudzona innymi duszami jego ofiar? Jest dobrym człowiekiem, czy złym? Czy może być kopią Adama, czy nie?
  A może Joel Zatzmichen nie jest złym człowiekiem? Może gdzieś w środku jego umysłu jest chęć naprawienia tego zepsutego świata? Może to tylko pozory? 
  Może Tomlinson ma więcej na sumieniu niż Zatzmichen, pomimo faktu, że do nikogo nie strzelił z pistoletu? Może Joel został przez niego sprowokowany? Naiwność i idealizm Louisa zirytowały go na tyle, że postanowił doprowadzić pewne kwestie do jasności? Przecież Tomlinson też mógł zaleźć komuś porządnie za skórę. Mógł kiedyś zrobić coś, o czym nikt nie wie, ale gdyby o tym powiedział, straciłby ludzi, którzy jako ostatni wciąż mu ufali i wierzyli w jego dobroć. 
  Louis Tomlinson był w trakcie łamania swojej obietnicy, która kołatała mu w głowie podczas opuszczania USA parę lat temu. Walczył ze swoją fobią, która osiągnęła ekstremalne wielkości. Bił się z myślami, z własnymi nerwami, wytykał sam sobie błędy, obrażał swoją osobę. Przełykał ciężko ślinę, dłonie wycierał w czarną marynarkę, starannie dopasowaną do białej koszuli i podwiniętych jeansów. Pokazał paszport, cierpliwie słuchał, jak ludzie wokół niego cicho szeptali "Patrz, to on. To Tomlinson". Ze stoickim spokojem zauważał swoją postać na okładkach gazet trzymanych przez ludzi. Bez nerwów ciągnął za sobą swoją czarną walizkę na kółkach.
  Ale gdy stanął idealnie pośrodku wielkiego, nowojorskiego lotniska, gdy zobaczył wielki napis nad drzwiami "Miłego pobytu w Nowym Jorku!", jego serce biło tak mocno, zaczął się tak przeraźliwie bać, że miał ochotę wyjąć z portfela pieniądze, kupić bilet powrotny do Paryża i wrócić do chłopaków. W ciągu jednej doby odbył dwie podróże samolotem, wyglądał na potwornie zmęczonego i zestresowanego. Ludzie nawet nie ukrywali faktu, że na niego zerkali, robili mu zdjęcia, mrużyli oczy, jakby nie byli pewni, czy czasem zaraz nie wyjmie pistoletu z kieszeni i nie zacznie strzelać. Albo czy ktoś go zaraz nie zabije. I chyba ta druga opcja była najbardziej prawdopodobna i myśl ta zdążyła go ocucić na tyle, że zdołał głęboko odetchnąć i chociaż trochę uspokoić tętno. 
  I właśnie wtedy Louis przełamał swoją największą barierę. Dokonał czegoś, co teoretycznie uważane było za niemożliwe. Ale przecież mówione już było, że nie ma rzeczy niemożliwych. Stał na terytorium tak bardzo znienawidzonych Stanów Zjednoczonych z niemiłym uczuciem deja vu. 
  Parę lat temu też tu był, z tą różnicą, że chciał uciec i prawie by mu się to udało, ale rozpoznali go nieodpowiedni do konspiracji ludzie. Wtedy jego największym sukcesem była ucieczka policji. Parę godzin potem na płycie tego samego lotniska pierwszy raz stanął Zayn Malik. Wyszedł z odprawy i zobaczył Nicki, jego aktualną dziewczynę, oraz Liama, jego przyjaciela. Jakiś miesiąc potem spotkał się z Louisem. Oto przykład tego, jak bardzo przeplatają się ze sobą ludzkie życia. Ktoś wyżej doskonale sobie wszystko planuje.
  Jak można było się domyśleć, do Louisa zaczęli podchodzić pierwsi dziennikarze. Chłopak odruchowo spojrzał się za siebie- zawsze stał za nim Harry, Zayn, Liam i Niall. Ale nie tym razem. Wtedy pierwszy raz od dłuższego czasu poczuł się, jakby Zayn jeszcze wcale go nie znalazł. Bo może faktycznie tak było? Może Zayn wcale nie odnalazł tego Louisa, którego chciał? Malik chciał odzyskać dawnego, wesołego przyjaciela, a nie chłopaka, który całe dnie milczy, czasem z niewiadomych przyczyn ma szkliste oczy. Tym razem też tak było, ale Louis w porę się opamiętał, bo otaczało go kółeczko wścibskich ludzi zadających pytania. Ich głosy mieszały się i razem uderzały w chłopaka, który malał w oczach, tracił siły. 
  W pewnej chwili ruszył do przodu, starając się kroczyć pewnie i szybko. Nic nie mówił. Zaciskał nerwowo wargi, jedna ręka ciągnęła walizkę, a drugiej pięść zacisnęła się mocno. 
- Ochrona! - wrzasnął, coraz bardziej się wściekając. Zjawiła się zaskakująco szybko. Tłum dziennikarzy zaczął się powiększać coraz bardziej, dołączyli się ludzie, którzy znudzeni czekaniem na samolot, postanowili pooglądać sobie Tomlinsona na żywo. Louis postanowił skorzystać z tego, że grupka mężczyzn w niebieskich kombinezonach próbowała uspokoić i jednocześnie wyprosić ludzi z kamerami i mikrofonami z terenu lotniska. 
  Odetchnął z ulgą, gdy poczuł świeży powiew powietrza na swojej rozgrzanej i zarumienionej z nerwów twarzy.
- Ain't got no cash, ain't got no style, ain't got no girl to make you smile, but don't worry! Be happy!
  Louis spojrzał na czarnoskórego, niskiego faceta, siedzącego na zimnym bruku przy wyjściu z lotniska. Śpiewał piosenkę i grał na gitarze, przed sobą położył rozwiniętą chusteczkę higieniczną, a na niej kamień, żeby nie pofrunęła. Miał ledwo parę centów i jednego dolara. 
- Co się pan gapisz? - odezwał się niespodziewanie, przestając grać. Poprawił szarą czapkę na łysej głowie. - Tak bardzo polubił pan mój śpiew? Hę?
  Louis nic nie odpowiedział, nawet się nie ruszył. Wpatrywał się tylko w żebraka, a w głowie miał kompletną pustkę. 
- Zaraz, zaraz! Ja pana kojarzę!
- Domyślam się - wycedził jednak Lou.
- Proszę, proszę, Louis... Tomlinson! Ale ubaw! Boże święty, co za kabaret!
  Chłopak stojący bezruchu i nieczujący nawet mrozu, nie potrafił określić, czy śmiech żebraka był radosny, czy ironiczny.
- Widzisz pan, jakie ludzie prowadzą nędzne życie? Muszę grać na zajebanej od jakiegoś nieszczęśnika i w dodatku rozwalonej gitarze i drzeć mordę, żeby uzbierać na piwo.
- Piwo? - powtórzył.
- No. Bo rozgrzewa. Ale co możesz o tym wiedzieć, co? Pan ma tyle tysiaków, że sobie dupę nimi podciera. Polityk jebany.
- Nie jestem politykiem. - Powiedział Louis, ignorując przekleństwa czarnoskórego mężczyzny.
- Ale pan nim będzie. 
- Nawet do świąt nie dożyję - mruknął i wyjął portfel, ale powstrzymał go ponowny śmiech żebraka.
- Panie, nie chcę twoich dolarów. W dupie mam pańskie dolary. Chcę Bugatti, zapas piwa, dom i kobietę. Ale i tak jestem szczęśliwy. Bo... jak to było w tej piosence? In every life we have some trouble, but when you worry you make it double, so don't worry. Be happy!
  Louis i tak schylił się do mężczyzny i pod kamieniem położył pięćdziesiąt dolarów. Nie oczekiwał słowa takiego jak "dziękuję", nie oczekiwał niczego. Przez chwilę słuchał, jak żebrak śpiewa cierpkim, ironicznym tonem głosu. 
- Uważaj, żeby nikt ci tego nie ukradł, jak ty komuś gitarę - mruknął. Chwycił za walizkę i powoli zaczął iść w kierunku parkingu dla taksówek.
  Louis był całkowicie roztrzęsiony, a krótka rozmowa z biedakiem jeszcze bardziej go rozbiła. Chłopak nie potrafił zrozumieć, dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe. Dlaczego pod lotniskiem żebrak śpiewa piosenkę o byciu szczęśliwym? Dlaczego nie miał pieniędzy na to cholerne Bugatti, już nie mówiąc o tym, że gdyby nie on, to nie kupiłby i tego głupiego piwa? Dlaczego ludzie są tak nieczuli?
  Do Louisa dotarło, jak źle się działo na tym świecie. I co w tym wszystkim było najgorsze? A to, że to my, ludzie, do tego doprowadzamy. Z dnia na dzień jeszcze bardziej bałaganimy nasz świat! To przez nas są żebracy i bogacze, którzy mają wszystkich w głębokim poważaniu. Chociaż teoretycznie nie ma feudalizmu, to tak naprawdę mało kto traktuje wszystkich równo. Gdzie jest ta cholerna demokracja? Równość wobec prawa? W ogóle równość wszystkich ludzi? Dlaczego ludzie mają czelność oceniać innych?
  Możemy zadawać sobie te wszystkie pytania, możemy chcieć coś zmienić, ale i tak będziemy stać w martwym punkcie, bo wystarczy nam jedna porażka, żeby machnąć ręką, powiedzieć, że zrobi to za nas ktoś inny, ktoś lepszy i odejść, poddać się! To jest najgorsza rzecz, jaką możemy zrobić: poddać się! Bo może to właśnie w nas ktoś pokłada nadzieje, może to w nas jest coś, czego innym ludziom brakuje! A nawet nie może, ale na pewno: my wszyscy powinniśmy się razem dopełniać i ignorować nasze wady, bo one zawsze będą, perfekcja nie istnieje. Ale zawsze można spróbować, żeby zapanowała. Tylko nam się nie chce. Musi dojść do skrajnej sytuacji, człowiek musi wpaść w fobię, przejść załamanie psychiczne, żeby zrozumieć pewne kwestie. I to jest debilne, bezsensowne. Zabijamy samych siebie. Zabijamy ten świat. To cud, że w ogóle istniejemy. 

Harry

- Styles, wstawaj, ciocia Liama robi śniadanie. 
- Nie śpię przecież - mruknąłem, podnosząc się na łóżku. Przetarłem oczy i mój wzrok wyostrzył się na tyle, że zdołałem zobaczyć Nialla w miarę wyraźnie. Stał przy drzwiach i rzucił we mnie poduszką. - Uspokój się, kretynie. Poduszka w twarz niekoniecznie jest potrzebna na pobudkę, dobra?
  Niall tylko się roześmiał i wyszedł z pokoju, tradycyjnie nie zamykając za sobą drzwi. To była jedna z paru wad Nialla: nie zamykał za sobą drzwi. Nie wiedziałem, czy miał już taki głupi nawyk, czy mu się nie chciało, czy zapominał, czy może było to przyzwyczajenie z domu, ale cholernie mnie to irytowało. Rano jednak nie byłem w stanie się denerwować. Wstałem z łóżka, założyłem skarpety, chwyciłem bluzę leżącą na podłodze i wyszedłem z pokoju. 
- Hej, Harry - usłyszałem głos Zayna.
- Co ty taki... ogarnięty? - zdziwiłem się. - Ostatni się obudziłem?
- Niezupełnie. Louis jeszcze śpi. Niall do niego zaglądał godzinę temu, podobnie jak do ciebie. Nie chciał go jeszcze budzić, bo powiedział, że należy mu się porządny sen.
- A mi to niby się nie należy? - oburzyłem się. - Louis wyspał się w szpitalu.
- Nie wspominaj o szpitalu - mruknął Malik. 
- Ups. Przepraszam.
- Pisałem z Nicki. 
- Kiedy?
- Dzisiaj wysłała mi SMSa. Napisała, że u niej wszystko w porządku i że jest w Manchesterze, ale jutro jednak wraca do domu.
- Tak szybko? 
- Widzisz, nikt nie ma humoru do imprez - westchnął. - Ostatnio wszystko zrobiło się takie smutne i pesymistyczne, co?
- Dziwisz się?
- No nie, ale... rany, kiedy my w końcu będziemy mogli normalnie żyć? 
- I tak najgorzej z nas wszystkich ma Louis.
- Taaa. Teoretycznie tak.
  Weszliśmy do kuchni, w której siedział przy stole Liam i Niall mieszający swoją kawę z mlekiem. Ciocia Liama postawiła talerz z tostami, po czym złapała torebkę i powiedziała:
- Liam wie wszystko co i jak, czujcie się jak u siebie, ja idę do pracy. - Ucałowała nas każdego w czoło, uśmiechnęła się i chwyciwszy niebieski płaszcz, wyszła z domu.
- Kochaną masz ciotkę, Liam - rzekłem i złapałem jednego tosta. 
- Jak ma gości, to jest miła. Idę obudzić Louisa, bo nie lubi zimnej kawy - odparł Liam i poszedł na górę, przeskakując przez stopnie.
- Louis lubi zimną kawę - zaprzeczyłem. 
- A ty skąd wiesz? - zapytał Zayn, siorbiąc swoją. 
- Bo dałem mu kiedyś gorącą, to powiedział, że woli, jak ostygnie. Zresztą, nieważne.
- Przecież Louisa tu nie ma! - wrzasnął nagle Liam, tak głośno i niespodziewanie, że każdy z nas podskoczył na krześle.
- Jak to nie ma?! - zirytował się Niall. - Przecież widziałem rano, jak śpi!
- To nie był Louis, kretynie! - w drzwiach pojawił się wściekły Liam. - To była poduszka zakryta pościelą!

cdn


   


10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Louis kretynie coś ty zrobił? po cholerę tam jechałeś?
a i Niall pierdoła dał się oszukać :)ciekawe co chłopaki zrobią
a cały rozdział świetny jak zawsze :D i zastanawiam się dlaczego mało osób go komentuje
nie wiem jak wytrzymam do następnego rozdziału, czekam z niecierpliwością :*
@SexyKociak_xo

Anonimowy pisze...

no rzesz teraz się zdenerwowałam ,ale może to dobrze ,że wrócił do NY skoro ZR szykowało się w podróż do Paryża (?) nie wiem nie wiem... @pollystylinson

Greaseblow pisze...

Ja pierdole, Louis. Zabiję cię kiedyś gołymi łapami, przysięgam. Co ci strzeliło do głowy, żeby jechać do Stanów? o.o Teraz jesteś jeszcze łatwiejszym celem, brawo kurwa.
Wkurzył mnie ten cholerny żebrak, co za człowiek. Nie zasługiwał na te 50 dolarów od Louisa. Bardzo podobały mi się te rozmyślania na temat tego, czy ludzie są źli, czy dobrzy. Naprawdę dało mi to do myślenia. To kocham w twoim opowiadaniu, każdy rozdział zmusza mnie do przemyśleń na temat otaczających nas rzeczy.
Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.
Miałabyś wolną chwilę żeby przeczytać prolog mojego opowiadania? :3
http://infinite-feelings-fanfiction.blogspot.com/

alekslloyd® pisze...

Louis nie potrafi być już większym idiotą. No normalnie nie potrafi! Chyba że stanie jeszcze na środku Times Square i krzyknie, że tam jest i Zeitchman sam po niego przyjdzie i mu wlepi kulkę w łeb. No ugh.
Byłam do tyłu o jeden rozdział (nie licząc tego), czego strasznie żałuję i przepraszam.
Wiesz, ile potrafi wywołać Dead? Tyle sprzecznych emocji, tej niepewności, co będzie dalej, to wszystko jest takie nadzwyczajne i nietypowe. Odpowiednie cechy na książkę. Naprawdę. Wierzę, że kiedyś ujrzę na półce, w sklepie, książkę Twojego autorstwa i będę się jarała, że byłam przy narodzinach" wspaniałej pisarki i miałam okazję czytać jej opowiadanie.:)
Wiem, że oceniłam ttutaj tylko zachowanie Louis'a, ale prawdą jest, że on postąpił źle i pod wpływem emocji. Nie powinien był wracać do USA. Debil. Ugh. Niall też nie zauważył tak istotnej rzeczy! Nosz to wszystkich podusić normalnie za to!
Dobra, wiedz, że kocham Deada bardzo mocno, tak samo jak Ciebie <3

Anonimowy pisze...

Horan ty debilu te piękne jak mpdela ciało z poduszką pomylić? ugh foch! A no i bezdomny murzyn mnie wkurwił! Chyba więcej nic nie powiem bo tego w słowach sie nie opisze powiem tag "Człowiek samotny to wrak człowieka... głupi gest zmieni wiele...wojna która trwa wiecznie minie gdy wkońcu pojmiesz słowo Przyjaciel"

pozdro @gaba540

Anonimowy pisze...

LOUIS JESTEŚ CIOTA. AMEN.
MÓJ NAJUKOCHAŃSZY ROMANSIK JEST PRAWDZIWY KUŹWA!
JGHDFJDKFJDJRGHEJRGHEJFGJEFGUIEHRTKWDJFKJDFNGEHRTUIWHDFKJDFNGNMJNDFIDHJRHTHWUIEREJFGHRUEERKJEHFKJWJFKERGKJWNMDNVJHRIJDFKJFNKSERKFNDFNUIWHTIWUERDKFGMNSDBUEHKDFNHJBIWDJFKJXCBWEUIRQWOEGDJFHUIWERTHQEUIFGNWEJRHTERUIDFGJERTHUERT
LOUIS JESTEŚ CIOTA.
KOCHAM CIĘ <3
@STYLESFORGUCCI

Natalia M pisze...

Początek rozdziału niesamowity. Uwielbiam te twoje przemyślenia bo są zawsze trafione i w 100% prawdziwe a mimo to skłaniają do refleksji. Jak to Louisa nie ma?!?!? A gdzie on jest do cholery?! Nie mogę doczekać się kolejnych rozdziałów! @Be_my_boyfriend

Sara Tayas pisze...

Loius dlaczego??
Niall dlaczego??
Liam dlaczego??
Haryy dlaczego??
Zayn dlaczego??
Mów dlaczego??

Pompon pisze...

Jest niesamowity :)
Tylko popełniłaś mału błąd:
zamiast 'wszedliśmy' powino być "weszliśmy' ;)

Pompon pisze...

Jest niesamowity :)
Tylko popełniłaś mału błąd:
zamiast 'wszedliśmy' powino być "weszliśmy' ;)